ROZDZIAŁ 2
Niechętnie wstałam z kanapy i wolnym krokiem poszłam
otworzyć drzwi. Kiedy ujrzałam JEGO serce zaczęło mi bić mocniej, a oczy się
zaszkliły. Widać było, że też płakał. Zdradziły go te podpuchnięte czerwone
oczy. Stałam w bez ruchu. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. „ O cześć
braciszku, dawno cię tu nie było, bo rozwijałeś tą swoją cholerną karierę ?”.
Na moje szczęcie odezwał się pierwszy.
L: Przepraszam – po tych słowach jego wzrok powędrował na
jego buty
Ja: Masz za co – popatrzyłam na niego z wyrzutem. – Wejdź
nie będziesz tutaj tak stać.
Po tych słowach weszliśmy do domu. Skierowaliśmy się do
salonu i usiedliśmy na kanapie. Przez długi czas siedzieliśmy w ubogiej ciszy. Postanowiłam
ją przerwać.
Ja: Dlaczego nigdy nie odbierałeś ode mnie telefonu? Co
sława zawróciła Ci w głowie i rodzinę masz gdzieś?
L: Nie Ashley, nawet tak nie mów. Nigdy tak nie było po
prostu nie miałem czasu. Nie wiedziałem, że w tym domu jest aż tak źle.
Naprawdę przepraszam. – popatrzył na mnie zeszklonymi oczami
Ja: Dobra, Liam skończ !
Nagle usłyszeliśmy jak drzwi od domu się otwierają. Miałam
strach w oczach. Liam chyba to zauważył, bo od razu się do mnie przysunął.
Kroki były coraz wyraźniejsze, aż w końcu w pokoju pojawił się pijany ojciec –
o ile mogę go tak jeszcze nazwać. Ledwo trzymał się na nogach. Chwiejnym
krokiem podszedł do kanapy i stanął naprzeciwko nas.
T : Ooo kogo ja tu widzę ? Moje dziecko wreszcie sobie o nas
przypomniało? – popatrzył na Liama lekceważącym wzrokiem.
L: Tato nigdy o was nie zapomniałem! – mój brat gwałtownie
wstał z kanapy i stał twarzą w twarz z naszym tatą. – Co ty ze sobą zrobiłeś
człowieku ?! Widziałeś siebie w lustrze? Stoczyłeś się! Z szanowanego człowieka
stałeś się pijakiem?! Przez to twoja córka cierpi i ja też. – ojciec bez
namysłu rzucił się na swojego syna.
Krzyczałam ale to nic nie dało. Próbowałam ich rozdzielić
ale na marne. Okazało się, że Liam był silniejszy i przywarł ojca do ściany i
zadał mu porządny cios w twarz. Facet, którego już ojcem nie nazwę wyrwał się z
silnego ścisku swojego syna i uciekł. Tchórz jednym słowem, tchórz. Stałam w
osłupieniu. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie podniósł ręki ani na mamę
ani na mnie. Ale widać że na Liam`a nie szczędził sił. Z transu wybudził mnie
mój „kochany” braciszek.
L: Idź na górę i się pakuj!
Ja: Chyba sobie jaja robisz – uniosłam jedną brew ku górze
L: Nie muszę, bo już mam – popatrzył na mnie z cwaniackim
uśmieszkiem
Ja: Żartowniś się z ciebie zrobił nie ma co – uśmiechnęłam
się – Ale po co mam się pakować ?
L: No chyba nie myślałaś, że pomogę Ci mieszkać z NIM pod
jednym dachem? Zamieszkasz ze mną i chłopakami.
Ja: Jak ty to sobie
wyobrażasz? Jedna dziewczyna i pięciu chłopaków?
L: Spokojnie, będzie dobrze. Lucy i Perrie też tam często
bywają.
Ja: Okeeej . Udam, że wiem kto to jest.
L: Lucy to dobra przyjaciółka Niall’a, a Perrie to
dziewczyna Zayna.
Ja: Zayn, Niall ? Którzy to ?
L: Ojj siostra będzie ciężko. Pomóc ci ?
Ja: Jak chcesz to chodź.
Weszliśmy schodami na górę. Od razu skierowaliśmy się do
pokoju na samym końcu korytarza.
L: Nic tu się nie zmieniło – mówiąc to uśmiech wkradł mu się
na twarz
Ja: Taaa, twój pokój też stoi w nienaruszonym stanie. Ale
teraz koniec gadania, czas się pakować. Ej Liam?
L: Tak?
Ja: Chłopcy nie będą mieli nic przeciwko, że z wami
zamieszkam?
L: Nie no co ty ! Rozmawiałem z nimi zaraz po naszej
rozmowie i oni sami to zaproponowali.
Większość rzeczy było już w wielkich pudłach i walizkach.
Już ostatnia walizka i upragniony koniec. Kiedy wszystko spakowaliśmy Liam
zaniósł wszystko do swojego samochodu. Ostatni raz spojrzałam na swój pokój i
wyszłam. Zamknęłam drzwi wejściowe, a klucz położyłam pod wycieraczką. Kiedy
schodziłam schodami z ganku. Zobaczyłam sylwetkę mężczyzny, który zbliża się w
moją stronę chwiejnym krokiem. Od razu skojarzyłam, że to nasz „ojciec” .
T: A wy gdzie się
wybieracie? Myślicie, że tak łatwo się mnie pozbędziecie? Ooo nie doczekanie!
L: Tak właśnie tak myśleliśmy. Zabieram Ashley do siebie.
Nie będzie mieszkać z pijakiem pod jednym dachem. Jak przemyślisz swoje
zachowanie i się zmienisz to daj nam znać.
Liam pociągnął mnie za rękę w stronę samochodu i odjechał z
piskiem opon. Ojciec coś jeszcze za nami krzyczał ale zignorowałam to. Mój brat
próbował zacząć rozmowę.
L: A co tam u Camili?
Ja : Nie przyjaźnimy się już.
L: Jak to przecież byłyście nierozłączne ? – słychać było w
jego głosie zdziwienie.
Ja: Byłyśmy dopóki mój chłopak nie zaczął czegoś do niej
czuć.
L: Jaki dupek. Obiecuję, że nie pozwolę żeby ktokolwiek cię
skrzywdził. Ashley czy ojciec, no wiesz… bił cię?
Ja: Nie ! Broń boże ! Nigdy nie podniósł na mnie ręki.
Pierwszy raz widziałam żeby kogoś uderzył.
Przez resztę drogi nikt się nie odzywał. Aż wreszcie
dojechaliśmy pod dom chłopaków. Dom ? Nie tak bym tego nie nazwała. Willa? Tak
to dobre określenie.
Ja: Wooow- tylko tyle zdołałam z siebie wydusić
L: Podoba się? To dobrze, bo od dzisiaj siostra to twój nowy
dom.
Na razie zostawiliśmy wszystkie rzeczy w samochodzie.
Weszliśmy do środka. Wnętrze było równie piękne. Kolory komponowały się ze sobą
bardzo dobrze.
L: Chodź wszyscy są pewnie w salonie.
Liam pociągną mnie za rękę przez przedpokój, aż dotarliśmy
do wielkiego salony. Na kanapie siedziało trzech chłopców i dwie dziewczyny. Od
razu kiedy pojawiliśmy się w zasięgu ich wzroku wszystkie oczy skierowane były
na nasze postacie. Czułam się nie swojo.
L: Chłopcy,
dziewczyny poznajcie to moja siostra Ashley.
Wszyscy wstali z kanapy i powędrowali ku mojej osobie.
Pierwszy podszedł do mnie chłopak w bluzce w paski.
Lou: Witam piękną panią. Nazywam się Louis, Louis Tomlinson.
Kocham marchewki i jestem dobrym towarzyszem na wieczorne spacery. Więc polecam
się na przyszłość.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
Przez to co powiedział dostał w głowę od mojego brata.
Następny był blondyn o niebieskich oczach.
N: Cześć, jestem Niall. Miło mi cię poznać. Kocham jedzenie
więc nie zdziw się jak ci coś czasami podjem. – po tych słowach zrobił to samo
co paskowaty.
Trzeci w kolejce był mulat o nienagannej fryzurze, a koło
niego stała jakaś dziewczyna o blond włosach.
Z: Hej jestem Zayn, a to moja dziewczyna Perrie.
Dziewczyna popatrzyła na mnie kpiącym spojrzeniem. Nie
rozumiem o co jej chodzi. Po nich podeszła do mnie kolejna kobieta z tęgo
męskiego grona. Podejrzewałam że to Lucy. Wydawała się na bardzo sympatyczną.
Lucy: Hej jestem Lucy, tak zwana „mamusia” , bo to ja muszę
razem z twoim bratem uspokajać tą bandę idiotów. – powiedziała i przytuliła
mnie do siebie – Nie przejmuj się ona już taka jest. – szepnęła mi do ucha
Kiedy się ode mnie odsunęła uśmiechnęłam się w podzięce.
P: Zayn kotku może pójdziemy na zakupy? Nudzi mi się to
siedzenie.
Z: Dla ciebie wszystko kochanie.
Para zakochańców wyszła, a wszyscy odetchnęli z ulgą.
Lou: No nareszcie sobie poszła. Już myślałem, że będzie tu
wieczność siedzieć.
Wszyscy zaczęli się śmiać, bo Louis powiedział to jak jakiś
pięciolatek.
Ja: Nie lubicie jej ? – spytałam kiedy wszyscy się
uspokoiliśmy
N: Nie. Owinęła sobie Zayna wokół palca. Tak naprawdę leci
tylko na jego kasę. No ale jemu nie przemówisz do rozsądku, bo jest w niej
zakochany po uszy.
Nastała chwila ciszy. Ale po chwili ktoś postanowił ją
przerwać.
Louis: No Liaś nie mówiłeś, że masz taką ładną siostrę.
Liam skarcił go wzrokiem.
L: Dobra chłopcy ruszać dupy i do samochodu. Trzeba tu
poprzynosić te wszystkie rzeczy.
Kiedy chłopcy wyszli ja z Lucy usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy
rozmawiać o wszystkim i o niczym. Ona była naprawdę niesamowitą dziewczyną.
Rozmawiałyśmy jakbyśmy znały się od lat. Aż coś mnie zaczęło zastanawiać.
Ja: Emm Lucy? W One Direction jest pięciu chłopaków?
Lucy: No tak . A dlaczego pytasz?
Ja: To dlaczego poznałam tylko trzech? No licząc mojego
brata to czterech.
Lucy: Aaa no tak. Nie poznałaś Harrego. Pewnie znowu wyrwał
jakąś laskę. Ciebie też pewnie będzie próbował uwieść ale sądzę, że twój
kochany brat mu na to nie pozwoli.
Ja: Dzięki za ostrzeżenie. Będę pamiętać.
Po dziesięciu minutach dołączyli do nas chłopcy. Zaczęliśmy
grać na xboxie. Tak zleciały nam dobre 2 godziny. Później wspólnie uznaliśmy,
że pooglądamy jakiś film. Los chciał, żeby wypadło na horror. Usiadłam pomiędzy
Liamem, a Louisem , który koniecznie chciał koło mnie siedzieć. Film się
zaczął. Na szczęście z horrory zrobiła się komedia przez zabawne komentarze
chłopców. Nim się obejrzeliśmy była już 22. Uznałam, że pójdę do swojego pokoju
trochę poukładać swoje rzeczy. Lucy poszła razem ze mną żeby pokazać mi mój
pokój i pomóc mi się trochę rozpakować. Trochę czasu nam to zajęło. Po półtorej
godzinie wszystkie moje rzeczy leżały na swoim miejscu.
Lucy: Okej , to ja cię zostawiam. Mam nadzieję , że ci się
tu podoba?
Ja: Szczerze? Myślałam, że będzie gorzej.
Lucy: Jesteś taka jak Liam mówił.
Ja: Jak to Liam mówił?
Zdziwiło mnie to cholernie.
Lucy: No dużo nam o tobie opowiadał. On o tobie naprawdę nie
zapomniał. Tęsknił. Taki brat to skarb.
Uśmiechnęła się i wyszła. Zostałam sama. No nic muszę się
położyć, bo zmęczył mnie ten dzień. Wzięłam starą koszulką Jacka i spodenki.
Ruszyłam w stronę mojej łazienki. Zimnie kropelki wody spływały po moim ciele.
Kiedy już się umyłam wyszłam z kabiny, a ciało owinęłam ręcznikiem. Wytarłam się
dokładnie i nałożyłam piżamę. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na
łóżko wkładając telefon pod poduszkę. Nim się obejrzałam odpłynęłam w krainę
Morfeusza.
Obudziła mnie okropna suchość w gardle. Wyjęłam telefon i
odblokowałam ekran. Godzina wskazywała 3:40. Wstałam żeby pójść się czegoś
napić. Najciszej jak tylko mogłam zeszłam po schodach i skierowałam się w
stronę kuchni. Już mniej więcej orientowałam się gdzie co jest. Jupii brawo dla
mnie ! Weszłam do dużego pomieszczenia i od razu ruszyłam w stronę lodówki.
Wyciągnęłam z niej butelkę wody.
?: Widz, że ktoś tu nie może spać.
Z przerażeniem odwróciłam się żeby zobaczyć kto o tej
godzinie siedzi w kuchni. Gdy się obejrzałam zauważyłam chłopaka z burzą loków
na głowie.
Ja: I kto tu niby nie może spać?
H: Harry jestem miło mi – cwaniacko się uśmiechnął. Co jak
co ale uśmiech miał zniewalający. – A co do tego spania to kotku, ja dopiero
wróciłem.
Ja: Masz się czym chwalić naprawdę.
Chłopak wstał i zapalił światło. Wtedy mogłam zobaczyć jego
piękne oczy. Nie Ashley ogarnij się ! Pamiętasz co mówiła Lucy ? On tak każdą
bajeruje. Skarciłam się w myślach.
H: Mam. Ty pewnie jesteś siostrą Liama? Nie mówił mi, że
jesteś taka ładna.
Ja: Daruj sobie.
Chciałam go wyminąć ale on zatorował mi drogę. Przez to
wpadłam w jego silne ramiona. Zrobiłam krok do tyłu i popatrzyłam na niego z
wrogością.
H: Wiedz, że nie długo będziesz moja.
Po tym słowach odsunął się i pozwolił mi odejść. Szybko
pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i myślałam o chłopaku o
bujnej fryzurze. Jest w nim coś takiego co mnie przyciąga ale jego zachowanie
to jest szczyt chamstwa. Zachowuje się jak skończony dupek. Z tymi myślami
zasnęłam.
***
UWAGA! Od teraz ten blog nie jest tylko mój jest też mojej kochanej kuzynki Ali która ma niezwykły talent do pisania. Miłej lekturki :*
Matko kochanie to jest genialne. Moim zdaniem początek jest trochę zbyt szybki i brutalny ale ogólnie jest bardzo ciekawie. Twoje opowiadanie jest bardzo dobre. Myślę, że odpowiednią reakcją będzie "WOW!"
OdpowiedzUsuńCzekam na następne misiu :3
~ @LuvYaJames ♥
Ojj tam od razu brutalny... ważne żeby jakaś akcja była a nie takie nudy :D
UsuńDzięki :)Nareszczie jakiś komentarz :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny blog !!!! Bardzo mi się podoba .
OdpowiedzUsuńbożee dziękuje <3
OdpowiedzUsuńo Jezu Jezu Jezu .. zakochałam się jdpdcjcnkdsklcs chcę więcej. *o* .
OdpowiedzUsuń