poniedziałek, 22 lipca 2013

ROZDZIAŁ 6



Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. Sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej. Odblokowałam ekran i sprawdziłam godzinę. 13:30?! Jak oparzona wstałam z łóżka ale od razu tego pożałowałam, bo ból nie dał o sobie zapomnieć. No to teraz poranny problem każdej nastoletniej dziewczyny. Stałam przy szafie dobre dziesięć minut. Postanowiłam, że nie będę się za bardzo stroić, więc wybrałam to. Z przyszykowanymi ubraniami poszłam do łazienki. Ściągnęłam wczorajsze ubrania i weszłam do kabiny prysznicowej. Kiedy poczułam krople zimnej wody na ciele od razu się rozbudziłam. Wyszłam z kabiny i dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem. Ubrałam czystą bieliznę i przyszykowane rzeczy. Stanęłam przed lustrem i zmyłam resztki wczorajszego makijażu. Moja twarz nie wyglądała rewelacyjnie, więc nałożyłam nie wielką warstwę podkładu, a rzęsy lekko musnęłam tuszem. Po wykonaniu porannych czynności zeszłam na dół. Już na schodach mogłam usłyszeć krzyki dochodzące z kuchni. Poszłam w stronę tych głosów. Kiedy w kuchni zobaczyłam Liam'a, Zayn'a i Louis'a w czapkach kucharskich i fartuchach musiałam powstrzymać się od wybuchnięcia głośnym śmiechem. Oparłam się o framugę i wsłuchiwałam się w ich rozmowę.
L: Daj jeszcze trochę mąki!
Lou: Marchewki !
Z: Cukru dodaj!
L: Marchewki!
L: Louis w tym przepisie nie ma żadnych marchewek !
Lou: Jak nie ma jak są ! Patrzcie - wskazał marchewką którą trzymał w ręce na książkę kucharską.
Z: Lou sam to przed chwilą dopisałeś idioto!
Dłużej nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się. Trzy pary oczu od razu zaczęły wpatrywać się w moją osobę.
Lou: A ty z czego się śmiejesz !?
Od razu złapałam się za głowę, a oni zaczęli się za mnie śmiać tak samo jak ja wcześniej z nich.
L: Co siostrzyczko kacyk męczy?
Ja: Ta i to nie wiesz jak.
Zayn wyciągnął z szafki tabletki, a Louis wodę. Postawili wszystko na wysepce w kuchni. Od razu ruszyłam w stronę mojego ratunku.
L: Nieźle wczoraj zabalowałaś.
Ja: Nie byłam aż tak pijana. Nie przesadzaj.
Z: Złapałeś kota na ulicy i pytałeś co zrobił z mufasą.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Lou: Albo jak wbiegłaś na ścianę krzycząc peron 9 i 3/4.
L: O tak to było dobre. Albo jak biegałaś po domu krzycząc, że znalazłaś wioskę smerfów.
N: Albo jak dałaś mi swoją skarpetkę, mówiąc Zgredku jesteś wolny.
W jednej chwili w kuchni pojawił się Niall.
N: Hej piękna. - dał mi buziaka w policzek
Ja: Hej śliczny.
Próbowałam przypomnieć sobie czy naprawdę to robiłam, ale ta próba była nie udana.
Ja: Naprawdę tak robiłam?
N: Tak.
Popatrzyłam na innych osobników znajdujących się w kuchni , a oni zwijali się ze śmiechów.
Ja: Matko, już więcej nie piję.
Lou: Ta możesz tak sobie mówić. Uwierz wiem, że Ci się to nie uda, bo sam próbowałem.
  Bez słowa wstałam i poszłam do salonu. W progu minęłam się z loczkiem, który popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Poszłam do salonu w celu pooglądaniu telewizji. Włączyłam telewizor i skakałam po kanałach. Po chwili dołączył do mnie Niall.
N: To co dzisiaj kochana Ashley robimy?
Ja: No nie wiem. Co proponujesz?
N: Chodźmy do klubu.
Ja: Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie ma mowy.
N: No Ash proszę. Nie będziemy pić tylko potańczymy trochę.
Niall próbował mnie zachęcić i mu się to udało. Postanowiliśmy, że idziemy bez chłopaków. Umówiliśmy sie na przy drzwiach wejściowych o 19. Po chwili ciszy dołączyli do nas chłopcy. Włączyli film i wszystkich wciągnęła fabuła filmu. Potem obejrzeliśmy jeszcze jakiś film, który był podobny do tamtego. Nim się obejrzałam była 18. Jak oparzeni z Niall'em wstaliśmy z miejsc i pobiegliśmy na górę. Stanęłam przy szafie i zastanawiałam się co ubrać. Wybrałam ten zestaw. Poprawiłam makijaż na trochę mocniejszy, czyli namalowałam kreski na eye'linerem i  mocniej podkreśliłam rzęsy.  Kiedy byłam już gotowa narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i zeszłam na dół. Kiedy przechodziłam przez salon usłyszałam gwizdy. Obróciłam się w ich stronę i popatrzyłam na nich ze znakiem zapytania.
Z: Jej, jak ty ładnie wyglądasz.
Lou: Ładnie? To mało powiedziane! Zajebiście!
L: Gdzie idziesz?
Ja: Na imprezę z Niall'em.
Harry przez ten cały czas się nie odzywał tylko patrzył na mnie z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami.
Ja: Styles zamknij buzie, bo Ci mucha wleci.
Powiedziałam to i poszłam w stronę drzwi przy których już czekał Niall ubrany w białą koszulę, czarne rurki i białe supry.
N: Wow! Ślicznie wyglądasz śliczna.
Pocałował mnie w policzek, a ja czułam jak moje policzki oblewa fala czerwonych rumieńców.
Ja: Dziękuje. Ty też niczego sobie.
Złapałam go pod rękę i wyszliśmy. Pod domem stała już zamówiona przez blondyna taksówka. Wsiedliśmy, a pojazd ruszył. Dojechaliśmy do głośnego klubu. Ludzi było naprawdę dużo. Niall podszedł do ochroniarza, który bez wątpienia wpuścił nas do środka. Alkohol lał się litrami.Od razu z głodomorkiem ruszyliśmy na parkiet. No ale alkohol też wszedł w grę. Byliśmy z Niall'em nieźle spici. Kiedy miałam nogi jak z waty poszłam podpierać ściany żeby się nie przewrócić, bo nie było ani jednego wolnego miejsca. Po pięciu minutach podszedł do mnie Niall.

*Perspektywa Harry’ego. Godzina wcześniej*

Nadal mam przed oczami jej szczupłą sylwetkę. Chciałbym żeby to ze mną, a nie Niall’em poszła na tą imprezę. Co ona ma czego ja nie mam? Niebieskie oczy? Farbowane blond włosy? Uroczy uśmiech? No ej, a moje dołeczki, bujne loki i zniewalający uśmiech? Wszystkie dziewczyny wzdychają na ten widok. No ale ona nie jest jak te wszystkie. Jest inna, wyjątkowa. Moje rozmyślenia przerwał zamartwiający się Liam. Od półgodziny chodzi w tą i powrotem i czeka aż wrócą. No nie ma ich z 4 godziny. Nie mogłem dłużej tego wytrzymać i wstałem kierując się do przedpokoju w celu ubrania butów.
L: Gdzie ty idziesz?
Za mną stał Liam z telefonem w ręku.
Ja: Co zamierzasz tak stać i chodzić w kółko, zamiast iść i ich szukać. No sory ale nie pójdę w twoje ślady.
Liam zdziwiony moim zachowaniem też zaczął ubierać buty. Kiedy byliśmy już gotowi wyszliśmy z domu. Na podjeździe stał czarny samochód Liam’a. Wsiedliśmy do niego i po kolei odwiedzaliśmy każdy klub. Oczywiście kusiło mnie żeby tam zostać w końcu mam dziewiętnaście lat. No ale Daddy tylko ciągną mnie za rękaw żebym się pospieszył. Weszliśmy do największego klubu w Londynie. No widać było, że niezła impreza. Alkohol lał się litrami, a ludzie na parkiecie nie mogli już ustać na własnych nogach. Śmiać mi się chciało, bo pierwszy raz nie mnie szukają w klubie tak jak to zawsze było. A swoją drogą ja też tak wyglądam jak jestem pijany? Postanowiliśmy z Liam’em się rozdzielić. Szedłem śmiejąc się z ludzi ale nagle mój uśmiech zszedł z twarzy, a ręce zacisnęły mi się w pięści. To niemożliwe ! Niall i Ashley całujący pod ścianą ?! Od razu wycofałem się i kierowałem się do wyjścia. Po drodze wpadłem na Liam’a, który patrzył na mnie z uniesioną brwią.
L: Widziałeś ich?
H: Tak, całują się pod ścianą. Chyba ktoś powinien to przerwać .
Nie czekając na odpowiedź ruszyłem w stronę wyjścia. Plan na teraz? Pójść do klubu i nieźle się spić. Ruszyłem do najbliższego klubu. Widać było że impreza się już rozkręciła Bez namysłu podszedłem do baru i zamówiłem coś mocnego.

*Perspektywa Ashley*

To było mocne ! Kiedy „oderwaliśmy” się od siebie od razu koło nas pojawił się wkurzony Liam. Nie widziałam o co mu chodzi. Jestem pełnoletnia i mogę robić co chce. Bez słowa złapał nasze ręce i pociągnął w stronę wyjścia. Po tym jak weszliśmy do samochodu film mi się urwał.

*Perspektywa Liam’a*

Kiedy wsiedliśmy do samochodu Ashley odpłynęła. Niall jakoś tam jeszcze kontaktował. Jedno mnie zastanawiało gdzie do cholery jest Harry?! Kiedy wjechałem na podjazd z domu od razu wyszły dwie sylwetki. Zgasiłem samochód i od razu słyszałem setki pytań.
L: Zaraz wam na wszystko odpowiem tylko pomóżcie mi zanieść ich do łóżek.
Bez zastanowienia ruszyli w stronę pojazdu i bez problemu wyciągnęli Ashley. Z Niall’em było gorzej, bo on był jeszcze przytomny. Mamrotał coś pod nosem żebyśmy go tu zostawili i że to jego kochane łóżeczko. Co ten alkohol robi z ludźmi?  Kiedy już oboje byli w swoich pokojach znowu setki pytań leciało w moją stronę.
Lou: Ej ale coś mi tu nie gra. Wyjechałeś z Harry’m, a wróciłeś bez niego.
Z: Pewnie biedak nie mógł się powstrzymać. – zażartował Zayn.
Mi wcale nie było tak do śmiechu. Opowiedziałem im przez co Harry wyszedł z klubu. Chłopcy słuchali w skupieniu i co chwile potakiwali.
Z: Teraz to mi coś tu nie gra. Dlaczego on się tak przejmuje?  Przecież Niall nie zabrał mu dziewczyny i w  ogóle.
Lou: Zakochał się podrywacz jeden.
Wszyscy jak na znak się uśmiechnęliśmy. Widać było, że Harry się strasznie zmienił. Nie jest tym flirciarzem, który codziennie przyprowadzał inną panienkę do domu. Po chwili usłyszeliśmy głośny trzask drzwi. Wszyscy jak poparzeni wstaliśmy z kanapy i ruszyliśmy w stronę pokoju. Tam Harry ściągał buty i kurtkę. Czuć było od niego alkohol na kilometr.
Lou:  Ej może też się upijmy żeby pasować do towarzystwa? – Louis nigdy nie tracił humoru.
Ja: Dobra chłopaki kolejna rundka na górę.
Wszyscy wzięliśmy ledwo żywego loczka i zaprowadziliśmy go do łóżka. Kiedy już wszystkie „upite dzieci” poszły spać, mogłem spokojnie się położyć.

*Następnego dnia. Perspektywa Ashley*

 Rano obudziłam się z jeszcze gorszym bólem głowy niż wczoraj. Mozolnie wywlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę szafy. Wyjęłam ten zestaw. Powolnym krokiem weszłam do łazienki. Kiedy wykonałam wszystkie poranne czynności ubrałam się w wyszykowane ciuchy. Zimna woda trochę mnie rozbudziła, ale ból głowy nie ustępował. Zeszłam na dół i od razu moje nogi skierowały mnie ku kuchni. Wszędzie rozpoznam tą fryzurę. Tyłem do mnie stał oparty o blat Harry.
Ja: Cześć loczku.
Przywitałam się z uśmiechem na ustach i wzięłam do rąk butelkę wody i tabletki przeciwbólowe. Kiedy je połknęłam i wypiłam połowę wody popatrzyłam się na Harolda ze zmarszczonymi brwiami.
Ja: Coś się stało? Dlaczego się do mnie nie odzywasz?
Znowu ta cisza.
Ja: O co ci chodzi?!
H: O co mi chodzi? Chodzi mi o to, że całowałaś się Niall’erem!
Wreszcie się odezwał, ale przez to co usłyszałam moje oczy prawie wyleciały z orbit. Ja i Niall całowaliśmy się?!
Ja: C-co?
H: Och Ash, już nie zgrywaj głupiej, widziałem to na własne oczy!
Ta rozmowa zmieniła się w ostrą kłótnie.
Ja: Byłam pijana nie wiedziałam co robie! A zresztą co cię to obchodzi z kim się całuję?! To moje życie i mogę robić co mi się żywnie podoba!
H: Po prostu jestem zazdrosny nie rozumiesz tego ?!
Ja: Zazdrosny? Dobre! O kogo? O mnie ? My nawet nie jesteśmy razem Harry i raczej nigdy nie będziemy !
H: Co Niall’a już całowałaś, mnie prawie, może jeszcze idź do Louis’a i Zayn’a?!
Ja: Za kogo ty mnie masz?!
Miałam łzy w oczach. Nie wierzyłam, że może pomyśleć sobie o mnie takie rzeczy. Przesadził. Popatrzyłam na niego z rozczarowaniem. Kiedy wszystkie emocje opadły on jak na zna podszedł bliżej mnie. Zrobiłam krok w tył.
H: Ashley przepraszam. Nie chciałem na ciebie krzyczeć. Przepraszam, wiem że jestem idiotą.
Ja: Odwal się ode mnie!
Ostatni raz na niego spojrzałam i obróciłam się na pięcie. Poczułam że ktoś łapie mnie za nadgarstek, ale ja się wyrwałam. Nie chciałam mieć z nim nic do czynienia. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami.

 ***
Macie kolejny rozdział.Chyba najdłuższy rozdział ever! Mam nadzieję, że się podoba. 

Czytasz? = Komentujesz


Miłej lekturki! ;*

Widziałyście? Jest moc ! :D

5 komentarzy: